Czwartek 30 października 2008 r. godz: 21:00
Polityka
Młody radny wrażeniami z kampanii prezydenckiej w USA, dzieli się z czytelnikami Gniezno.com.pl
Jestem już po kilku dniach obecności w USA i nadal nie mogę się nadziwić tym rozmachem, przepychem i kolorowym światem. Po przylocie okazało się, że pogoda na dwa-trzy dni zapowiada się fatalna. Tak też było. Zupełnie przemokłem podczas pierwszej próby dotarcia do sztabu Baracka Obamy. Aby nie utopić kamery i aparatu musiałem uciekać przed deszczem. Analizowałem prasę biorąc oczywiście pod uwagę mój cel - czyli obserwację kampanii wyborczej. Otóż jest kilka prawidłowości. Po rozmowach z mieszkańcami NY można dość jasno stwierdzić - wybory prezydenckie to plebiscyt popularności Senatora Obamy. Pytanie jakie postawiłbym na kartach do głosowania brzmiałoby: Czy jesteś za, czy przeciw Obamie? McCain po prostu zbierze tyle głosów ile przeciwników ma jego rywal. No, może kilka procent z nich rzeczywiście będzie wybierało z przekonania wytypowanego kandydata Republikanów. Po drugie dość nieoczekiwanie stwierdzam, że nie ma znanej z wydania polskiego kampanii ulicznej. Mowa o bilboardach i plakatach. Ich w ogóle nie widać. Są to elementy przejedzone już w amerykańskim politycznym PR. Tu króluje Obama w interaktywnym rozdaniu. Obecność jego wizerunku na słupach jest widoczna, ale na tych zamieszczonych w jednej z gier na Play Station. Obecność w Internecie to podstawa. Gdyby nie Obama Girl wszechobecna na YouTube.com kampania mogłaby wyglądać zupełnie inaczej. To techniki, które przyjechałem obserwować, bo prędzej czy później polska specyfika kampanii przeniesie się na nasz grunt. Mimo wszystko trzeba zaznaczyć, że bardzo dużo jest dostępnych gadżetów dotyczących Demokraty, a mniej McCaina. Nie będą tutaj wchodził w szczegóły, bo te zostaną przedstawione na filmie o kampanii, który będzie potem prezentowany wewnętrznie kandydatom mojego ugrupowania. Wspomnę tylko, że oprócz koszulek, czapek, przypinek, magnesów, chust, bluz czy kurtek, są bardzo wyszukane formy reklamy. Kampania opiera się też na ważnym przesłaniu anty-bushowskim - "Bushs last Day". Owy ostatni dzień urzędującego jeszcze Prezydenta USA wypada według prawa na 20.01.2009 r. Na tym właśnie zdobywa się głosy i...
pieniądze. Ludzie w Stanach po prostu negatywnie podchodzą do czasu młodego Busha. Na tym korzysta Obama i sklepikarze. Wyprodukowano serię gadżetów spod tego znaku. Przygotowano specjalny gadżet, którym jest kalkulator-kalendarz odliczający upływające dni, godziny, minuty i sekundy do daty 20.01.2009 r. Owy przedmiot wielkości karty kredytowej wskazuje także następcę. Pod hasłem głównym akcji jest napis: "ale kogo to obchodzi", które oczywiście odnosi się do omawianej daty typu dead-line. Wskazanie przy okazji tego ważniejszego wydarzenia - wyboru Obamy - jest jasne i czytelne. To, że Bush odchodzi jest mniej ważne niż to, że nowym prezydentem zostanie czarnoskóry wybraniec narodu amerykańskiego. Wielką furorę robią też miętówki z podobizną Baracka. Zapakowane w elegancki metalowy pojemniczek mogą być zabrane dosłownie wszędzie. Kolory kampanii malują na pudełku wyrazistą twarz kandydata. Również zostaną przywiezione, jako dowód dobrego przygotowania, do Polski. Porządnie zaopatrzony w gadżety mogłem od samego rana wyruszyć w poszukiwaniu głównego celu mojej wyprawy. Najpierw udałem się do siedziby Partii Demokratycznej w NY przy 461 Park Ave South. Długo poszukiwałem nieoznaczonego wejścia do budynku. Jak się okazało, życie wyborcze partii przeniosło się zupełnie gdzie indziej. Po krótkiej rozmowie z sekretarką udałem się na bardzo długi spacer do Downtown, jak zwany jest popularnie dolny Manhattan. To właśnie miejsce najbardziej znane z obrazków. Drapacze chmur, pamiętny obraz dwóch wież World Trade Center i pobliska Statua Wolności to właśnie obraz nie tylko Nowego Yorku, ale także całych Stanów. Mowa oczywiście o stereotypach, bo po drodze mogłem przekonać się, że w NY jest niesamowicie dużo pięknych miejsc i budowli. Duże wrażenie zrobiło oczywiście Ground Zero, czyli wielki plac budowy, który po tragedii z 11 września 2001 roku cały czas okupowany jest przez dźwigi, ciężki sprzęt, a końca prac nie widać. Pewnie nie
tylko ja czułem się bardzo dziwnie będą w tym samym miejscu, gdzie działo się to tragiczne wydarzenie naszych czasów. Po chwili zadumy trzeba od razu wrócić do założeń dnia. Trafiłem zatem na Brodway 52 (wiele kilometrów od wyjściowego Time Squere). Tutaj mieści się siedziba sztabu "Obama for America". Podjąłem rozmowy z przedstawicielami centrum prasowego, a następnie włączyłem się w prace sztabu wyborczego. Oficjalnie zgłosiłem się jako wpisany na listę wolontariusz sztabu wyborczego Obama-Biden i od razu dostałem zadanie do wykonania. Całą resztę dnia byłem obecny w centrum multimedialnym, gdzie wypełniano elektroniczne ankiety, które zostały nadesłane z centrum telefonicznego. Analiza odpowiedzi i wyłapywanie ewentualnych nowych wolontariuszy to właśnie to zadanie. Kto jest zainteresowany współpracą, kto w NY jest zwolennikiem Obamy? Kto jest przeciw, kto jest za? Kto dysponuje samochodem i w jaki dzień może pomóc? Niesamowicie rozbudowany system informacji PHONEBANK jest tworzony przez ludzi, którzy chcą pomóc, którzy mogą przyjść z ulicy i po weryfikacji dostają duży kredyt zaufania i mogą działać. Aż chciało się siedzieć przed ekranem komputera i wrzucać te dane, poznawać preferencje wyborców i jak mówi na swojej stronie internetowej Barack Obama do wolontariuszy: być częścią historii od dziś aż do 4 listopada. Korzystałem z oprogramowania on-line VoteBuilder oraz stosu ankiet, które pobierałem kończąc poprzednie zlecenie. Oczywiście był też czas na pierwsze rozmowy, w wyniku czego oczekuję na decyzję sztabu w sprawie rejestracji wewnętrznej pracy za pomocą kamery wideo. Tuż obok mojego stanowiska pracy siedział czterdziestolatek, który na moje pytanie dlaczego tutaj jest, opowiedział mi historię jak za czasów studenckich był właśnie takim wolontariuszem. To było około 20 lat temu, a teraz ten sam człowiek bogatszy o wiele doświadczeń poczuł wielką chęć zaangażowania się w sprawy kraju. Zaangażowania się po stronie Obamy. Bo czuje, że może coś zmienić w wielkim ruchu na rzecz równości. Bardzo żywiołowa i pełna wzruszeń opowieść natchnęła mnie jeszcze bardziej i zostałem do wieczora w sztabie, analizując ankiety i rozmawiając ze sztabowcami. Jutro ponownie zbiórka w tym samym miejscu! Szykują się eventy w terenie.
Na koniec dwie ważne sprawy, którymi żyje cała polityczna Ameryka. Obie dotyczą Baracka Obamy. Pierwsza to bardzo profesjonalna telewizyjna kampania reklamowa. Był to istny Prime Time i to w aż 7 sieciach telewizyjnych na raz. Jakby tego było mało - spoty miały po... 30 minut! Emisja między innymi w NBC, CBS, FOX czy UNIVISION. Ostatnio taki czas wykupił milioner Ross Perot w kampanii z 1992 roku. Przepiękne, najwyższej klasy spoty telewizyjne to nie tylko dobre obrazy. Przepełnione były one wartościami i elementami ekonomii, czym odpowiedział Obama na zarzuty ze strony McCaina o braku wiedzy i zaangażowania w tym temacie. "Za kilka dni staniemy się jednym narodem" - powtórzył swoje słowa w spocie kandydat Demokratów. Wezwał obrazkami z niedawnej konwencji stanowej do pukania do drzwi, dzwonienia i bycia z nim do końca. Obiecał przy tym, że wspólnie wygramy wybory, zmienimy kraj i zmienimy świat. Mocne słowa, ale jemu nie uwierzyć? Oczywiście komentatorzy po tym wyborczym "Prime Time" byli podzieleni, tak jak społeczeństwo. Powiem tyle - takich wejść z klasą nie ma w Polsce. Technicznie pamiętny spot Tuska z "wystającym
paluchem" był fatalną produkcją przy tym, co zaproponowali dynamiczni i jak zwykle przygotowani sztabowcy i specjaliści Obamy. Mowa oczywiście o kwestiach wizualnych. Do merytoryki raczej trudno jest mi się odnieść, nie znając tak jak sami Amerykanie specyfiki tego, czego im potrzeba. Jedno jest pewne - adresowany do około 40 milionów widzów blok reklamowy mógł przekonać nieprzekonanych. Trzeba również przyznać, że druga strona nie zasypia. Jako kontr-artylerię wysunęli oni oskarżenia wobec Obamy o współpracę z Rashidem Khalidim. Otóż pokrótce chodzi o kolację jaką zjadł Obama z Khalidim (notabene profesorem Columbia University) w 2003 roku. Czarnoskóry kandydat twierdził, że było to spotkanie okazjonalne. Jego przeciwnicy mówią co innego i zarzucają mu, że gdy zostanie wybrany nie będzie prowadził polityki pro-izraelskiej (wspomnę tylko, że Khalidi jest Amerykaninem palestyńskiego pochodzenia i profesorem studiów arabskich). I tak w kółko. Taka jest właśnie ta kampania. Strona McCaina ewidentnie łapie się bardzo mocnych środków na sam koniec. I notują to sondaże. Dzisiejsze wskazują, że jest coraz "ciaśniej". Jeszcze tylko cztery dni kampanii i wszystko będzie jasne. Niebawem kolejne dawki informacji prosto z Nowego Yorku.
Pozdrawiam czytelników Gniezno.com.pl
Z Nowego Yorku
Łukasz Naczas - Radny Miasta Gniezna
Jeżeli chcesz wymienić poglądy miedzy mieszkańcami Gniezna zapraszamy do dyskusji na
Forum.Gniezno.com.pl

Copyright Gniezno.com.pl ©Polecamy:
Gniezno.com.pl |
Agencja Interaktywna www.by.pl |
G28 |
GnieznoStacja |
Gniezno Dzisiaj |
360.Gniezno.com.pl |
Forum.Gniezno.com.pl
Właścicielem portalu jest firma Gniezno.com.pl z siedzibą w Gnieźnie, adres: Gniezno.com.pl, ul. Chrobrego 44, 62-200 Gniezno
Gniezno.com.pl jest firmą niezależną oraz samofinansującą i nie korzysta ze wsparcia środków publicznych; rządowych, samorządowych ani UE.Nasze serwisy:
Gniezno.com.pl |
Agencja Interaktywna www.by.pl |
G28 |
GnieznoStacja |
Gniezno Dzisiaj |
360.Gniezno.com.pl |
Forum.Gniezno.com.pl